DLACZEGO LUDZIE UDAJĄ SYMPATIĘ DO INNYCH?
To pytanie brzmi ostro, ale jest bardzo ludzkie. Szczególnie wtedy, gdy sami cenimy lojalność, autentyczność i spójność między słowami a czynami. Kiedy widzimy, że ktoś okazuje sympatię osobie powszechnie uważanej za nielojalną, manipulującą czy zwyczajnie nie w porządku, możemy pomyśleć: „Jak można tak się płaszczyć?”.
Z perspektywy psychologii odpowiedź nie jest jednak tak prosta. Nie każda uprzejmość oznacza fałsz, a nie każda publiczna życzliwość świadczy o sympatii. Czasami ludzie zachowują się miło, ponieważ chcą uniknąć konfliktu. Innym razem kalkulują korzyści, chronią swoją pozycję albo boją się odrzucenia. Bywa też tak, że uprzejmość jest po prostu społecznym rytuałem, który niewiele mówi o prawdziwych uczuciach. Warto więc rozróżnić kilka zjawisk: zwykłą kulturę osobistą, dyplomację, people pleasing, zarządzanie własnym wizerunkiem oraz rzeczywistą manipulację.
Uprzejmość nie zawsze oznacza sympatię
Jednym z częstych błędów jest założenie, że skoro ktoś zachowuje się wobec drugiej osoby ciepło, musi ją lubić i szanować. Tymczasem uprzejmość oraz życzliwość nie są tym samym. Uprzejmość może oznaczać:
- „Nie chcę eskalować konfliktu”.
- „Jesteśmy w jednej grupie i musimy jakoś funkcjonować”.
- „Nie mam ochoty ujawniać, co naprawdę myślę”.
- „To wydarzenie wymaga ode mnie zachowania pozorów”.
- „Nie chcę dawać tej osobie satysfakcji z tego, że wyprowadziła mnie z równowagi”.
- „Moja relacja z nią jest skomplikowana, ale nie zamierzam robić sceny”.
W psychologii społecznej uprzejmość często wiąże się z ochroną tak zwanej „twarzy”, czyli społecznego wizerunku własnego i cudzej osoby. Teorie grzeczności wskazują, że wiele zachowań językowych i społecznych służy łagodzeniu sytuacji, w których mogłoby dojść do zawstydzenia, konfrontacji albo utraty statusu. Uprzejmość pomaga zmniejszać tarcia w codziennych relacjach i nie zawsze ma związek z autentycznym ciepłem. Dlatego publiczne życzenia urodzinowe na Facebooku mogą oznaczać zarówno szczerą sympatię, jak i zwykłą konwencję. Mogą być komunikatem: „Pamiętam o tej osobie i zachowuję się zgodnie z normą grupy”, a nie: „Uważam ją za dobrego człowieka i ufam jej bezgranicznie”. To ważne rozróżnienie. Ktoś może powiedzieć: „Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia i spełnienia marzeń”, a jednocześnie nie zaprosić tej osoby do swojego domu, nie powierzyć jej sekretu i nie poprosić o pomoc w trudnej sprawie.
Fałszywa uprzejmość czy dyplomacja?
Dyplomacja często bywa mylona z obłudą. Tymczasem osoba dyplomatyczna niekoniecznie kłamie. Może po prostu wybierać moment, formę i zakres szczerości. Wyobraźmy sobie sytuację:
W pracy jedna z osób regularnie przypisuje sobie cudze zasługi. Zespół o tym wie, ale wszyscy muszą nadal współpracować. Podczas jej urodzin ktoś składa jej krótkie życzenia na forum grupy. Nie robi tego dlatego, że uważa ją za wzór uczciwości. Robi to, ponieważ chce zachować profesjonalne relacje i nie urządzać publicznego konfliktu.
Czy jest to fałsz? Niekoniecznie. Fałsz pojawiłby się wtedy, gdyby ta osoba zaczęła zapewniać: „Jesteś najbardziej lojalną osobą w tym zespole”, mimo że sama uważałaby to za nieprawdę i robiłaby to wyłącznie po to, by coś uzyskać. Dyplomacja polega na powściągliwości. Fałszywa uprzejmość częściej polega na tworzeniu obrazu, który ma wprowadzić innych w błąd. Różnica może wyglądać tak:
- Dyplomacja: „Nie chcę teraz komentować tej sytuacji”.
- Fałszywa uprzejmość: „Uważam, że postąpiłaś idealnie”, mimo że za chwilę ta sama osoba będzie ją oczerniać.
- Kultura osobista: „Złożę ci życzenia, bo tak wypada w tej sytuacji”.
- Manipulacja: „Złożę ci bardzo efektowne życzenia, żeby zyskać twoją przychylność albo pokazać innym, że jesteśmy blisko”.
Nie każda relacja musi być intymna, szczera i głęboka. Dorośli ludzie często utrzymują poprawne kontakty z osobami, którym nie ufają. Bywa to rozsądne, zwłaszcza w pracy, rodzinie albo małej społeczności, w której nie można po prostu zerwać wszelkich kontaktów.
Mechanizm pierwszy: lęk przed konfliktem
Jednym z najczęstszych powodów udawanej zgody jest lęk przed konfliktem. Niektórzy ludzie bardzo źle znoszą napięcie, krytykę i dezaprobatę. Kiedy czują, że druga osoba ma silną pozycję, jest impulsywna albo mściwa, wybierają strategię przetrwania: są mili, przytakują i nie wychylają się. W ich wewnętrznym świecie może działać przekonanie:
„Jeśli będę miła, może mnie nie zaatakuje”.
albo:
„Nie opłaca mi się z nią zadzierać”.
To nie zawsze jest tchórzostwo. Czasami jest to adaptacja do realnych warunków. Jeżeli ktoś ma władzę, wpływy, dostęp do informacji albo możliwość zaszkodzenia nam w pracy, otwarta konfrontacja może wiązać się z realnym kosztem.
Badania nad uprzejmością w sytuacjach konfliktowych pokazały, że sposób komunikowania próśb wpływa na reakcje innych osób. Uczestnicy eksperymentu częściej zgadzali się na prośby formułowane uprzejmie i odpowiadali w sposób bardziej ugodowy niż wtedy, gdy prośby były przekazywane niegrzecznie. To pokazuje, że uprzejmość bywa skutecznym narzędziem regulowania relacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba nie tylko łagodzi komunikację, lecz całkowicie rezygnuje z własnych granic i wartości.
Mechanizm drugi: potrzeba akceptacji
Niektórzy ludzie zrobią bardzo wiele, by być lubianymi. Zgadzają się z każdym, śmieją się z cudzych żartów, komplementują osoby, których w rzeczywistości nie szanują, i unikają wyrażania własnego zdania. To może przypominać uprzejmość, ale często jest raczej strategią zdobywania akceptacji.
W literaturze popularnonaukowej opisuje się to jako people pleasing, czyli nawyk zadowalania innych kosztem siebie. Taki wzorzec często wiąże się z lękiem przed odrzuceniem, niską samooceną i przekonaniem, że własna wartość zależy od tego, czy inni są z nas zadowoleni. Osoba funkcjonująca w ten sposób może myśleć:
- „Jeśli odmówię, przestaną mnie lubić”.
- „Nie mogę nikogo rozczarować”.
- „Muszę być zawsze miła”.
- „Lepiej przemilczeć prawdę, niż wywołać napięcie”.
- „Jeśli będę potrzebna, nikt mnie nie odrzuci”.
Wtedy publiczne składanie życzeń komuś, kogo ta osoba prywatnie krytykuje, może być próbą utrzymania dobrych relacji ze wszystkimi. Taki człowiek często nie chce wybierać stron. Boi się, że jeśli okaże lojalność jednej osobie, straci względy innej. Z zewnątrz wygląda to jak fałsz. Wewnątrz może być jednak silny lęk, poczucie winy i trudność w znoszeniu niezadowolenia innych. Nie oznacza to, że należy usprawiedliwiać każde nieszczere zachowanie. Zrozumienie mechanizmu nie jest tym samym co akceptowanie jego skutków. Osoba, która stale schlebia wszystkim, może być trudna w relacji, ponieważ nie wiadomo, co naprawdę myśli i po której stronie stoi.
Mechanizm trzeci: zarządzanie wizerunkiem
Psychologia społeczna od dawna opisuje zjawisko zarządzania wrażeniem. Ludzie próbują wpływać na to, jak są postrzegani przez innych. Robią to podczas rozmów o pracę, spotkań towarzyskich, w mediach społecznościowych i w codziennych relacjach.
Jedną z form zarządzania wrażeniem jest ingracjacja, czyli zachowania mające zwiększyć czyjąś sympatię wobec nas. Może obejmować komplementowanie, przysługi, przesadne zainteresowanie albo demonstrowanie zgody. Badania organizacyjne opisują ingracjację jako sposób kształtowania pozytywnych ocen i przypisywanych nam intencji. W praktyce może to wyglądać tak:
Pracownik regularnie chwali przełożoną, reaguje entuzjastycznie na każdy jej pomysł i publicznie podkreśla, jak świetnie zarządza zespołem. Prywatnie ma wiele zastrzeżeń. Wie jednak, że przełożona decyduje o grafiku, awansach i dostępie do ciekawszych projektów.
W takim przypadku uprzejmość może być inwestycją. Celem nie jest relacja, lecz korzyść: lepsza ocena, bezpieczeństwo, awans, wpływy albo ochrona przed konsekwencjami. Zarządzanie wizerunkiem samo w sobie nie jest czymś patologicznym. Każdy z nas w pewnym zakresie zastanawia się, jak wypada. Problem powstaje wtedy, gdy ktoś stale używa innych osób jako narzędzi, mówi to, co przynosi mu korzyść, i nie ma problemu z poświęceniem cudzej reputacji, jeśli sam może na tym zyskać.
Mechanizm czwarty: hierarchia i podziw dla siły
Ludzie nie zawsze są mili dla tych, których lubią. Czasami są mili dla tych, których się boją albo którym przypisują wysoką pozycję. W grupach społecznych znaczenie ma status. Osoba popularna, wpływowa, bogata, atrakcyjna albo posiadająca władzę może otrzymywać więcej uwagi i uprzejmości niezależnie od swojego charakteru. Możemy to zobaczyć w pracy, środowisku lokalnym, rodzinie czy internecie. Ktoś, kto zachowuje się arogancko wobec słabszych, może jednocześnie być otaczany przez innych troską i uznaniem, jeśli ma wpływy. Wtedy uprzejmość wobec niego staje się formą dostosowania do hierarchii.
Bywa też, że ludzie utożsamiają siłę z wartością. Osoba dominująca, pewna siebie i bezwzględna może być postrzegana jako „skuteczna”, „zaradna” albo „taka, która wie, czego chce”. Jej zachowania zostają wówczas przeinterpretowane:
- agresja staje się „asertywnością”,
- manipulacja staje się „sprytem”,
- brak empatii staje się „twardym charakterem”,
- wykorzystywanie innych staje się „umiejętnością robienia interesów”.
W takich warunkach ludzie mogą zabiegać o względy osoby, którą prywatnie uważają za niebezpieczną lub moralnie wątpliwą. Nie dlatego, że jej nie widzą, ale dlatego, że czerpią korzyść z pozostawania po jej dobrej stronie.
Mechanizm piąty: konformizm grupowy
Czasami człowiek zachowuje się miło, ponieważ wszyscy wokół zachowują się miło. Jeżeli w grupie ktoś jest oficjalnie lubiany, ludzie mogą powstrzymywać się od ujawnienia własnych zastrzeżeń. Widzą, że inni komentują zdjęcia, składają życzenia i zapraszają tę osobę na spotkania. Dochodzą więc do wniosku:
„Może tylko ja mam z nią problem”.
To przykład wpływu społecznego. Ludzie często korzystają z zachowania innych jako wskazówki, jak należy ocenić sytuację. Jeżeli nikt nie reaguje na czyjąś nielojalność, każdy kolejny członek grupy może uznać, że lepiej również milczeć. Konformizm nie zawsze jest świadomy. Czasami działa bardzo subtelnie. Nikt nie mówi wprost: „Masz być miły dla tej osoby”. Wystarczy, że grupa ma własne zasady:
- „Nie pierzemy brudów publicznie”.
- „Nie robimy problemów”.
- „Wszyscy musimy się lubić”.
- „Nie warto się wychylać”.
- „Taki już ma charakter”.
- „Przesadzasz, przecież to tylko żart”.
W grupach, w których najważniejszy jest pozorny spokój, osoba mówiąca prawdę może zostać uznana za konfliktową. W efekcie grupa zaczyna chronić nie tych, którzy zachowują się fair, lecz tych, którzy mają większy wpływ.
Mechanizm szósty: dysonans poznawczy
Bywa również tak, że ludzie widzą czyjeś złe zachowania, ale nie chcą wyciągnąć z nich konsekwencji. Dlaczego? Ponieważ musieliby wtedy przyznać, że przez długi czas ufali niewłaściwej osobie. To uruchamia dysonans poznawczy, czyli napięcie wynikające z posiadania sprzecznych przekonań, na przykład:
„Uważam się za osobę rozsądną” oraz „Przez wiele lat ufałam komuś, kto wykorzystywał innych i mnie okłamywał”.
Te dwa przekonania trudno utrzymać jednocześnie. Aby zmniejszyć napięcie, człowiek może zacząć usprawiedliwiać drugą osobę:
- „Ona miała trudne dzieciństwo”.
- „W gruncie rzeczy ma dobre serce”.
- „Każdemu zdarza się popełnić błąd”.
- „Może źle to odebrałam”.
- „Nie jest aż taka zła, jak mówią”.
Czasami zamiast zrewidować relację, łatwiej zachować dobre pozory. Publiczna uprzejmość pozwala uniknąć bolesnego wniosku: „Pomyliłam się co do tej osoby”.
Mechanizm siódmy: wzajemność i interes
Niektórzy ludzie są mili, ponieważ liczą na wzajemność. Dają komplement, przysługę albo publiczne wsparcie, oczekując, że w odpowiednim momencie otrzymają coś w zamian. Nie zawsze odbywa się to w sposób cyniczny. Relacje społeczne rzeczywiście opierają się częściowo na wzajemności. Pomagamy sobie, pamiętamy o urodzinach, wspieramy się i odwzajemniamy gesty. Problem zaczyna się wtedy, gdy druga osoba zostaje potraktowana jak inwestycja.
Przykładowo:
Ktoś publicznie broni osoby powszechnie znanej z trudnego charakteru. Nie robi tego z przekonania, tylko dlatego, że liczy na jej poparcie w konflikcie, rekomendację albo dostęp do określonego środowiska.
Wtedy uprzejmość jest transakcją ukrytą pod pozorem serdeczności.
Warto jednak pamiętać, że sama obecność interesu nie musi automatycznie oznaczać manipulacji. Wiele relacji zawodowych ma charakter częściowo instrumentalny i jest to normalne. O manipulacji mówimy raczej wtedy, gdy intencja jest ukrywana, druga osoba jest wprowadzana w błąd, a jej emocje są wykorzystywane bez szacunku dla jej autonomii.
Czy takie osoby są zawsze nielojalne?
To ważne pytanie. Osoba, która jest miła dla kogoś trudnego, nie musi być automatycznie nielojalna wobec nas. Możemy jednak mieć uzasadnione wątpliwości, zwłaszcza jeśli obserwujemy powtarzalny wzorzec. Niepokój może wzbudzać sytuacja, gdy ktoś:
- przy nas ostro krytykuje daną osobę, a przy niej wychwala ją pod niebiosa;
- przekazuje dalej prywatne informacje, a jednocześnie zapewnia o lojalności;
- zmienia poglądy zależnie od tego, z kim rozmawia;
- przytakuje osobom silniejszym, a lekceważy słabszych;
- składa wielkie deklaracje, ale nie pomaga w realnych sytuacjach;
- publicznie odgrywa serdeczność, a prywatnie ośmiesza innych;
- tworzy wrażenie bliskości, której nie potwierdzają czyny;
- reaguje irytacją, gdy ktoś prosi o konkret lub wskazuje sprzeczność.
Nie oznacza to jeszcze, że należy kogoś diagnozować lub nazywać manipulatorem. Psychologia nie polega na przyklejaniu etykiet na podstawie kilku zachowań. Warto raczej obserwować spójność, częstotliwość i konsekwencje tego zachowania. Jednorazowe życzenia urodzinowe nie są dowodem fałszu. Wielokrotne odgrywanie przyjaźni przy jednoczesnym wykorzystywaniu, oczernianiu i zdradzaniu innych może natomiast świadczyć o określonym stylu funkcjonowania.
Po czym poznać autentyczną życzliwość?
Prawdziwa życzliwość nie zawsze jest efektowna. Często jest cicha, zwyczajna i nie potrzebuje publiczności. Warto zwracać uwagę na kilka elementów.
Spójność słów i czynów
Osoba może mówić piękne rzeczy, ale najważniejsze jest to, co robi w sytuacjach, w których nie ma widowni. Czy dotrzymuje słowa? Czy potrafi przyznać się do błędu? Czy pomaga także wtedy, gdy nie dostanie za to pochwały? Czy nie wykorzystuje cudzych słabości podczas konfliktu?
Reakcja na granice
To jeden z najlepszych testów relacji. Osoba życzliwa może być rozczarowana odmową, ale zwykle potrafi ją uszanować. Osoba, która udaje serdeczność, może po odmowie nagle stać się chłodna, złośliwa albo karząca. Warto więc sprawdzić, co dzieje się, gdy mówimy:
- „Nie mogę”.
- „Nie chcę o tym rozmawiać”.
- „Nie zgadzam się”.
- „Potrzebuję czasu”.
- „Nie życzę sobie, żebyś przekazywała dalej tę informację”.
Granica często odsłania więcej niż komplement.
Sposób traktowania osób bez wpływu
Czy ktoś jest uprzejmy tylko wobec przełożonych i osób popularnych? Czy podobnie odnosi się do kelnera, pracownika administracji, starszej osoby, nowej koleżanki albo kogoś, kto nie może mu nic zaoferować? Życzliwość wybiórcza, skierowana wyłącznie „w górę”, może być elementem kalkulacji. Oczywiście pojedyncze zachowanie nie przesądza o charakterze człowieka, ale stały wzorzec jest wart uwagi.
Umiejętność niezgadzania się
Autentycznie życzliwa osoba nie musi wszystkim przytakiwać. Może powiedzieć: „Nie zgadzam się”, „To było nie w porządku” albo „Nie chcę brać w tym udziału”, nie upokarzając przy tym drugiej strony. Fałszywa uprzejmość często boi się szczerej różnicy zdań. Potrzebuje zgody, ponieważ jej celem nie jest kontakt, lecz utrzymanie określonego wrażenia.
Dlaczego tak bardzo irytuje nas cudza fałszywość?
Jeżeli szczególnie mocno drażnią nas osoby, które „wchodzą innym w tzw. cztery litery”, być może dotykają one ważnej dla nas wartości: lojalności. Możliwe, że sami cenimy:
- autentyczność,
- sprawiedliwość,
- mówienie prawdy,
- ochronę osób krzywdzonych,
- zgodność słów i działań,
- odwagę cywilną.
Kiedy widzimy, że ktoś ignoruje te zasady, pojawia się złość. Ta złość może być uzasadniona, ale czasami dodatkowo wzmacnia ją osobiste doświadczenie. Być może kiedyś ktoś udawał przyjaciela, a później nas zdradził. Być może nauczyliśmy się, że przesadna serdeczność jest zapowiedzią wykorzystania. Wtedy reagujemy nie tylko na obecną sytuację, ale także na pamięć dawnych relacji. Widzimy osobę składającą publiczne życzenia i od razu pojawia się myśl: „Za chwilę coś z tego będzie”. Warto wtedy zadać sobie kilka pytań:
- Co konkretnie ta osoba zrobiła, a co tylko podejrzewam?
- Czy obserwuję stały wzorzec, czy pojedynczy gest?
- Czy jej zachowanie szkodzi mnie bezpośrednio?
- Czy oczekuję, że wszyscy będą reagowali tak jak ja?
- Czy próbuję ustalić, co naprawdę czuje, choć nie mam na to dowodów?
To nie służy wybielaniu fałszu. Pomaga natomiast nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków.
Jak reagować na fałszywą uprzejmość?
Najbezpieczniejszą strategią zwykle nie jest publiczne demaskowanie każdej osoby. Zamiast tego warto opierać się na faktach, granicach i obserwacji zachowania w czasie.
Nie powierzaj zaufania na podstawie deklaracji
Jeżeli ktoś jest bardzo serdeczny, ale jego czyny są niespójne, nie musisz go oskarżać. Możesz po prostu ograniczyć zakres zaufania. Nie musisz opowiadać mu o prywatnych sprawach, przekazywać poufnych informacji ani angażować go w ważne decyzje.
Oddziel uprzejmość od bliskości
Możesz być wobec kogoś kulturalna, nie uznając go za przyjaciela. Możesz odpowiedzieć na życzenia, nie zapraszając tej osoby do swojego życia. Możesz zachować spokój bez udawania zaufania. Przydatna jest postawa:
„Będę uprzejma, ale będę też uważna”.
Nazywaj zachowania, nie charakter
Zamiast mówić: „Jesteś fałszywa”, można powiedzieć:
- „Zauważyłam, że przy mnie krytykujesz tę osobę, a przy niej mówisz coś zupełnie innego”.
- „Trudno mi zaufać, kiedy informacje przekazane prywatnie później trafiają do innych”.
- „Nie chcę uczestniczyć w rozmowach, w których kogoś obgadujemy”.
- „Wolę opierać się na tym, co ktoś robi, a nie na deklaracjach”.
Taki język jest bardziej precyzyjny i mniej eskaluje konflikt.
Nie wchodź w rolę demaskatora
Czasami bardzo chcemy, żeby wszyscy zobaczyli to, co my widzimy. Próbujemy ostrzegać, przekonywać i ujawniać cudzą hipokryzję. Bywa to potrzebne, szczególnie gdy ktoś realnie krzywdzi innych. Jednak nie zawsze jest skuteczne. Ludzie mogą bronić osoby, którą my uważamy za toksyczną, ponieważ mają z nią inną relację, czerpią z niej korzyści albo nie są jeszcze gotowi zobaczyć problemu. Nie każdą relację da się naprawić cudzym ostrzeżeniem.
A może to nie jest fałsz?
Warto zostawić miejsce na mniej oczywiste wyjaśnienia. Człowiek może jednocześnie dostrzegać czyjeś wady i lubić pewne aspekty tej osoby. Może uważać ją za trudną, ale doceniać jej poczucie humoru, kompetencje albo wspólną historię. Relacje nie zawsze są moralnie czarno-białe. Można mieć świadomość, że ktoś zachował się wobec innych źle, a mimo to nie odczuwać wobec niego wyłącznie niechęci. Można też wierzyć, że człowiek jest zdolny do zmiany, choć nie oznacza to automatycznego zaufania. Czasami publiczne życzenia są po prostu gestem społecznej poprawności. Nie każda serdeczna wiadomość jest deklaracją przyjaźni, a nie każda neutralna relacja jest zdradą. Najwięcej mówi nie pojedyncza uprzejmość, lecz szerszy obraz:
- czy ktoś szanuje granice,
- czy potrafi być odpowiedzialny,
- czy nie wykorzystuje cudzej słabości,
- czy umie przeprosić,
- czy jego słowa są zgodne z czynami,
- czy jest podobny wobec osób silnych i słabszych.
Dlaczego ludzie bywają przesadnie mili wobec osób, których sami nie szanują?
Powodów może być wiele: lęk przed konfliktem, potrzeba akceptacji, konformizm, hierarchia społeczna, interes, zarządzanie wizerunkiem, przyzwyczajenie albo zwykła kultura osobista. Nie każda uprzejmość jest fałszywa. Nie każda też jest oznaką dobroci.
Najlepiej patrzeć nie na sam uśmiech, życzenia czy komplement, ale na to, co dzieje się później. Czy za słowami idą czyny? Czy człowiek potrafi uszanować odmowę? Czy zachowuje lojalność wtedy, gdy nie ma publiczności? Czy potrafi powiedzieć prawdę bez upokarzania innych? Bo prawdziwa życzliwość nie polega na tym, że zawsze jesteśmy mili. Polega na tym, że jesteśmy uczciwi, odpowiedzialni i pełni szacunku również wtedy, gdy nie możemy niczego zyskać.
A jeśli nie ufamy komuś, kto jest przesadnie miły dla wszystkich, nie musimy od razu wydawać wyroku. Możemy zachować dystans, obserwować i nie powierzać tej osobie więcej, niż uzasadniają jej czyny. To nie cynizm. To dojrzałość.
Tekst ma charakter psychoedukacyjny i nie stanowi diagnozy konkretnej osoby ani porady psychoterapeutycznej.


